22/10/2024

Gdy dzieci zabierają twój czas

Zacznę trywialnie – wychowywanie dziecka lub dzieci to wyrzeczenie. Głównie wyrzeczenie się czasu dla siebie. Gdy nie miałem dzieci, cały swój czas dzieliłem na czas dla siebie, czas dla żony i czas na pracę. Aktualnie mam wrażenie, że cały swój czas dzielę na czas dla dzieci i czas na pracę. Ale czy faktycznie to tak wygląda?  

Do pewnego momentu właśnie tak to u mnie wyglądało. Po czym przeczytałem w książce „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły” historię ojca, który zmienił swoje myślenie. Przestał myśleć w kategoriach: czas dla mnie/czas dla dzieci i zaczął myśleć w kategorii: czas dla dzieci to czas dla mnie. A więc zaczął traktować czas z dziećmi jako swój czas.  

Nie wiem, czy dobrze oddałem, co tenże ojciec miał na myśli. W każdym razie, po przeczytaniu i przyswojeniu tej myśli zauważyłem, że taka zmiana myślenia ma sens i pozytywny efekt. Aktualnie nie odmierzam czasu aż moje dzieci pójdą spać, aby móc zająć się swoimi sprawami – pracą, czy relaksem lub przygotowaniem się do pracy na kolejny dzień. Nie czekam na ten moment, aż będę miał chwilę dla siebie. Po prostu staram się, aby ten czas z nimi wykorzystać właśnie dla nich. Bawię się z nimi, czytam, jem z nimi, a jeśli potrzebuję coś zrobić dla siebie, robię to obok. Mogę przecież przygotować sobie lunch do pracy podczas gdy dziecko je kolację. Mogę wyprasować sobie koszulę podczas gdy dziecko bawi się obok. I cały czas jestem do ich dyspozycji, a gdy skończę swoją rzecz, to od razu wracam całą uwagą do dzieci. 

Ważna uwaga – w czasie dla dzieci, nawet jeśli dzielę go na swoje sprawy – nie używam telefonu, chyba że jest to niezbędne. A jeśli już muszę, to robię to ukradkiem, najlepiej w innym pokoju. Przede wszystkim, nie chcę, żeby dzieci interesowały się moim telefonem i aby miały przeświadczenie, że w nim może być coś ciekawszego od zabawy autkiem lub klockami, dlatego tata gapi się w telefon. Tak więc nie odpisuję na wiadomości i maile, jeśli faktycznie to może poczekać do późnego wieczora albo kolejnego dnia. Tym bardziej nie sprawdzam wiadomości, no chyba, że jest jakieś wydarzenie sportowe, którym się interesuję, to jedynie skontroluję wynik. Ale na pewno nie oglądam mediów społecznościowych, youtube, nie przeglądam allegro czy olx 

Oczywiście czasami są takie dni, w których chciałoby się mieć więcej czasu dla siebie. Wtedy odlicza się minuty aż dzieci zasną. Niemniej, nawet wtedy staram się nie traktować tego w kategorii, że dzieci zabierają mi mój czas. Bo mój czas, to głównie czas dla nich.  

A zresztą, czy naprawdę aż tak bardzo potrzebujemy czasu dla samych siebie?  

Tak mi się kiedyś wydawało, że to takie ważne. Ale z drugiej strony, co można robić w tym czasie dla siebie? Powiecie – uprawiać sport lub aktywność. Zgodzę się, że to istotne, ale może można robić to w innym czasie? Na przykład jeździć rowerem do pracy. Ja tak robię. Uwielbiam jazdę na rowerze, kupiłem sobie rower typu gravel z zamysłem plądrowania leśnych i polnych dróg, chciałbym brać udział w ultra maratonach. Życie jednak zweryfikowało moje zamierzenia i przy dwójce dzieci ciężko mi znaleźć wystarczająco czasu, aby wyżyć się na rowerze. Potrzebowałbym na to co najmniej trzy godziny w tygodniu. Ale od kiedy zacząłem dojeżdżać rowerem do pracy, a mam 17 km w jedną stronę, to w zupełności wystarczy mi roweru, gdy pojadę do pracy trzy dni w tygodniu. I pomimo iż nie jeżdżę po lasach i polach, ale po ścieżkach rowerowych i asfalcie, to sam ruch, wysiłek i walka z czasem (ciągle próbuję śrubować czas dojazdu) w zupełności zaspakajają moje potrzeby rowerowe. A na udział w ultra maratonach przyjdzie czas.  

Także szukajcie możliwości uprawiania aktywności przy okazji zwykłych spraw. Ja często bawiąc się z dziećmi gimnastykuję się i rozciągam. Chociażby siedząc na dywanie robię skłony do wyprostowanych nóg, robię fokę. Albo stojąc zginam się na wyprostowanych nogach i temu podobne.  

Powiecie jeszcze, że w swoim czasie chcielibyście czerpać kulturę. Zgodzę się, że to również ważne. Sam kiedyś uwielbiałem oglądać filmy i seriale, zwłaszcza te bardziej „ambitne”. W pewnym czasie uznałem jednak, że wolę przeżywać swoje życie niż życie bohaterów z wielkiego lub małego ekranu. Film oglądam raz na kilka miesięcy. Nie szukam seriali, które chciałbym obejrzeć. Te najlepsze z rankingów już obejrzałem i mi wystarczy. Zresztą, widziałem tak dużo produkcji, że chyba mało co byłoby mnie w stanie porwać, zaskoczyć i wciągnąć bez reszty. Ostatnio takim serialem był Yellowstone, ale już jego spin-offy 1883 i 1923 zupełnie mnie nie porwały. Nasyciłem się wystarczająco.  

Powiecie jeszcze – życie towarzyskie. Owszem, spotkania ze znajomymi to bardzo miła część czasu dla siebie. Ale czy to wymaga aż tak dużo czasu? Z mojej perspektywy kilka spotkań w miesiącu to wystarczająca ilość. Zwłaszcza, jeśli kończy się pijaństwem i kacem drugiego dnia… Osobiście nie czuję potrzeby, aby regularnie odwiedzać się ze znajomymi czy spotykać na mieście. Ale jeśli, ktoś taką potrzebę czuje, to może można by połączyć ten czas z czasem dla dzieci? Zwłaszcza, jeśli znajomi również mają dzieci. Zauważyłem, że gdy spotykamy się rodzinami, to dziećmi zajmują się najpierw panowie, wtedy panie sobie rozmawiają, a następnie jest zmiana i panie zajmują się dziećmi a panowie mają spokojny czas na rozmowę. Kilka takich tur i można zaspokoić swoje towarzyskie potrzeby.  

Także warto zmienić nastawienie i redefiniować pojęcie czasu dla siebie. 

Co dalej?