22/10/2024

100 dni wyrzucania zbędnych rzeczy

Jestem w trakcie wyzwania (nie wiem, czy to trafne określenie, może lepszym byłoby „postanowienie”), które polega na tym, że przez 100 dni z rzędu wyrzucam zbędne, niepotrzebne rzeczy. Minął właśnie drugi tydzień, więc mogę już spisać jakieś przemyślenia. To moje drugie podejście do tego wyzwania, poprzednie zaniechałem po kilkunastu dniach. Po prostu jakoś zacząłem zapominać o wyrzucaniu lub robiłem większe porządki i wyrzucając kilka rzeczy na raz kredytowałem w ten sposób kolejne dni, po czym zapominałem ile dni skredytowałem. Zabrakło konsekwencji i determinacji. Aktualnie, jeśli wyrzucam kilka rzeczy jednego dnia, bo na przykład czyszczę jedną szufladę, to liczę to jako jeden dzień. 

Pierwsze podejście do tego wyzwania ograniczyłem wyłącznie do swoich rzeczy, ale teraz sięgam również po rzeczy wspólne. Jest tego całkiem sporo, chociaż niektórym rzeczom już odpuściłem nie wiedząc, jak zareaguje żona…  

Z ostatnich rzeczy jakie wyrzuciłem, to: 

- stary nóż z ząbkami, z brązową plastikową rączką, kojarzycie ten zestaw? Do niczego mi nie pasował a tylko zajmował miejsce w szufladzie ze sztućcami. Nawet nie pamiętam, kiedy go ostatnio użyłem, 

- dwa zestawy worków do robienia kostek lodu z wody. Lód z tych worków był kiepski, trzeba było drzeć folię, ta często zostawała na lodzie i dostawała się do napoju… zresztą mam trzy foremki plastikowe na lód, więc to mi w zupełności starczy, 

- zbiór przepisów prawa administracyjnego według stanu prawnego na 2018 r. Aktualnie z przepisów korzystam wyłącznie w wersji cyfrowej, bo te szybko się zmieniają. Tak więc trzymanie kodeksu 6-cio letniego, do którego i tak nie zaglądam, nie ma żadnego sensu, 

- stare rękawice kuchenne, które znalazłem na dnie szuflady. Po kupnie nowej pary, stara poszła „na zapas” do szuflady i nie była używana kilka lat. Tak więc trafiła na śmietnik, 

- stary futerał na okulary razem z okularami korekcyjnymi, których już nie noszę od wielu lat, bo mam nowe.  

 

W wyrzucaniu rzeczy jest coś oczyszczającego. Jakby odcinanie sznurków, które wiążą mnie z rzeczami będącymi ciężarkami. Każda wyrzucona rzecz to zrzucony ciężarek. Dzięki temu odzyskuję przestrzeń i zmniejszam balast ciążących rzeczy. Szuflady i szafki robią się bardziej przejrzyste, potrzebne rzeczy łatwiej i szybciej można znaleźć. Przede mną jeszcze około 80 dni, więc to całkiem sporo rzeczy do wyrzucenia. Ciekawe, czy żona zauważy ich brak, bo jak na razie, wyzwanie realizuję bez jej świadomości.

 

Przy okazji wyzbywania się rzeczy, niektóre staram się sprzedać. Na przykład niedawno sprzedałem wagę jubilerską, którą kiedyś kupiłem do kuchni. Miała udźwig jedynie do 600 g, więc szybko zastąpiliśmy ją większą. Szkoda było wyrzucić praktyczny i działający sprzęt, tak więc sprzedałem go na OLX za 15 zł. W kolejce jest projektor, który leży gdzieś w odmętach pawlacza. Muszę się do niego dokopać i mam nadzieję, że znajdzie swojego nabywcę. Kiedyś, gdy w wynajmowanym mieszkaniu nie mieliśmy telewizora, oglądaliśmy filmy i seriale na projektorze. Aktualnie mamy duży telewizor a na ścianach wiszą obrazy i plakaty, więc nawet nie ma gdzie wyświetlać obrazu. Tak więc czas najwyższy go sprzedać, zanim rozpadnie się ze starości. 


Co dalej?