29/10/2024

Jak być lepszym pracownikiem?

Praca to znacząca część życia większości z nas. Poświęcamy jej swój czas, energię, a nierzadko zdrowie i relacje rodzinne. Warto więc, aby praca była wartością samą w sobie, miejscem, do którego chce się chodzić, jak również procesem, który daje satysfakcję. Nie jest jednak tak, że istnieje praca idealna, która sama z siebie będzie dawała same pozytywne wartości. Jak w każdym aspekcie życiowym, aby coś wyjąć, najpierw trzeba włożyć. Tak więc również w swoją pracę najpierw trzeba włożyć coś od siebie, aby praca następnie zwracała nam wartość dodaną, a nie jedynie ekwiwalent pieniężny.  

Na podstawie własnych doświadczeń życiowych i obserwacji, a także mądrości zebranych w internecie, przygotowałem 13 zasad, które pomogą być lepszym pracownikiem. Przy czym, bycie lepszym pracownikiem wcale nie oznacza pracować więcej, dłużej lub szybciej. Praca to wiele aspektów poza samym rezultatem pracy. 

Zasady: 

1. Ludzie, którzy nie stawiają sobie celów, nie osiągają sukcesu 

Konkretnie postawiony cel pozwala skupić się na osiągnięciu oczekiwanego (przez pracownika lub pracodawcę) rezultatu. Cel mobilizuje i aktywizuje, sprawia, że chcemy gonić króliczka i go złapać. Celem może być wyrobienie jakiegoś planu, ale może to być też otrzymanie awansu. Może to być również coś bardziej prozaicznego, jak zaniechania spóźniania się do pracy, czy wykorzystanie szkoleń oferowanych przez pracodawcę.  

2. Nie bierz na siebie więcej niż musisz 

Bycie dobrym w pracy często prowadzi do tego, że pracownik otrzymuje zadania wykraczające poza zakres jego stanowiska, a niekiedy kompetencji i doświadczenia. Dlatego ważne jest, aby mówić “NIE” w sytuacjach, które właśnie prowadzą do obciążenia nadmiarowymi zadaniami. Bo jeśli raz weźmiesz takie zadanie i zrobisz je dobrze, to najpewniej dostaniesz kolejne, kolejne i w końcu stanie się to twoim dodatkowym obowiązkiem. To samo dotyczy ilości pracy. Branie na siebie więcej pracy sprawi jedynie, że będziesz miał więcej pracy. Owszem, to może być argument dla podwyżki, ale warto szukać tych argumentów gdzie indziej niż wykonywanie większej ilości pracy za większą pensję. Lepiej poprawić jakość dowożonej pracy w granicach swoich obowiązków lub wyjść z inicjatywą 

3. Rób swoją robotę 

Dobrego pracownika można poznać po tym, że robi robotę. Jeśli dostajesz zadanie, to zrób je najlepiej jak potrafisz. Nie szukaj wymówek czy ucieczek od zadania. Jeśli chcesz być zauważony, to rób swoją robotę i jej nie zawalaj. Bądź tym gościem, który dowozi rzeczy na czas. 

4. Na początku kariery nie będziesz zarabiać dużo... później być może również nie 

Zarobki są ściśle skorelowane z zajmowanym stanowiskiem. Chcesz zarabiać więcej? Skoncentruj się na: 

  • Umiejętnościach, które są poszukiwane na rynku pracy (np. umiejętności techniczne, manualne, rzadkie języki obce) 
  • Samorozwoju (np. komunikacji, radzeniu ze stresem, poszerzaniu sieci kontaktów) 
  • Dostarczaniu najlepszej pracy, jaką wykonujesz.  

Dzięki temu będziesz mógł szukać ścieżek awansu lub nowych pracodawców. 

5. Niektóre aspekty twojej pracy będą zawsze do bani 

Niestety nie ma pracy idealnej. Nie wierz, że jest inaczej i nie staraj się szukać takiej. Ranking pracodawców wcale nie przekłada się na idealne miejsce pracy. W każdej pracy będą jakieś głupoty, pierdoły, obowiązki czy zadania, które będą cię denerwowały i zniechęcały. Co gorsza, mogą to być również współpracownicy, bo nawet jeśli znajdziesz pracę, które odpowiada ci jako to, co robisz, to zawsze ten idealny obrazek może popsuć toksyczna koleżanka lub kolega. 

6. Chcesz awansu? Zawalcz o niego 

Awanse nie spadają z nieba. Rzadko kiedy są też wyrazem aprobaty i uznania przełożonych. Natomiast, aby dostać awans z pewnością musisz o niego zawalczyć i się wykazać. Przejmij inicjatywę, bądź aktywny i wyróżnij się na tle innych. Przyjdź do przełożonego z dobrym pomysłem, który wpłynie pozytywnie na pracę zespołu lub firmy, czy pozwoli firmie zarobić dodatkowe pieniądze. Pokaż, że jesteś przydatny i mając więcej możliwości mógłbyś zdziałać więcej. 

7. Buduj i dbaj o swoją sieć kontaktów  

Znajomości są bardzo pomocne. I nie chodzi tu o ordynarny nepotyzm, czy załatwianie stanowisk. Po prostu, jeśli dużo osób będzie znało cię od dobrej strony, jako gościa, który robi dobrą robotę, to więcej drzwi będzie stało przed tobą otworem. Twoi koledzy i koleżanki z pracy mogą odejść do innego pracodawcy, mogą założyć swoją firmę i mogą potrzebować w nowym miejscu właśnie kogoś takiego jak ty. Z kolei w aktualnym miejscu pracy dobre relacje z pracownikami i przełożonymi na pewno nie przeszkodzą w rozwoju i awansach. Tylko nie utożsamiaj dobrych relacji z podlizywaniem się komukolwiek. Tego nikt nie ceni, nawet ten, którego dupkę liżesz. 

8. Jesteś cały czas oceniany 

Nawet jeśli ci się wydaje, że robisz nudną robotę, która nikogo nie interesuje, to miej świadomość, że jesteś ciągle oceniany. Twój przełożony i twoi współpracownicy na pewno oceniają cię, gdy notorycznie się spóźniasz, często jesteś na zwolnieniu lekarskim, pół dnia spędzasz z nosem w telefonie i tak dalej. Tak samo oceniają cię, jeśli robisz dobrze swoją pracę, potrafisz pomóc w skomplikowanych kwestiach, czy pamiętasz o urodzinach koleżanki lub kolegi albo pożyczysz dobrą książkę. 

9. Komunikacja jest bardzo ważna 

Rozwijaj umiejętności komunikacji, a dzięki temu będziesz zawsze dobrze zrozumiany i skuteczny. Udzielaj trafnych odpowiedzi i zadawaj celne pytania, a będziesz sprawniej wykonywał swoją pracę. Jeśli zaś udzielasz krytyki, to niech ona będzie konstruktywna i przemyślana. Na pewno znasz to frustrujące uczucie, gdy nie wiesz o co chodzi twojemu przełożonemu, który ledwo potrafi skleić dwa zdania w mailu. Lub gdy otrzymujesz opinię na jakiś temat, a nic z niej nie wynika. Unikaj takiej komunikacji, a wszystkim będzie się z tobą lepiej pracowało 

10. Pojedyncze błędy i porażki cię nie zatopią, ale ciągłe zawalanie spraw na pewno 

W dobrze poukładanych firmach, a takich jest naprawdę dużo i coraz więcej, kierownictwo zdaje sobie sprawę, że pracownicy popełniają błędy. Oczywistym jest, że procesy składają się z pomyłek i porażek, nie wszystkie decyzje są trafne. Ważne, aby wyciągać z tego odpowiednie wnioski, adaptować się i szukać rozwiązań. A co najważniejsze, aby nie popełniać tych samych błędów. Jeśli ciągle robisz te same błędy, to znaczy, że się nie rozwijasz i jesteś wręcz obciążeniem dla firmy.  

11. Sprzedaj siebie 

Pamiętaj, że nikt nie będzie za ciebie mówił, więc musisz umieć przedstawić swoje mocne strony i zalety oraz dokonane osiągnięcia. Zwłaszcza na rozmowie o podwyżce czy okresowych ocenach. Twoje rezultaty muszą mieć oczywiście oparcie w rzeczywistości. Przydadzą się również osoby z sieci kontaktów, które potwierdzą twoje zalety, o czym była mowa w punkcie 7. 

12. Kariera nie jest liniowa (chyba, że sam tego chcesz) 

Kariera zazwyczaj nie jest liniowa. Owszem, możesz pracować na jednym stanowisku przez całe życie, ale to raczej przypadki rzadkie i wyłącznie zależne od woli danego pracownika. W normalnej karierze będziesz awansował. Raz szybciej, raz wolniej, raz wyżej, raz niżej. Skup się na priorytetach i rozwijaj się, ciągle oceniając realizację postawionych celów.  

13. Nie oglądaj się na kiepskich kolegów i koleżanki 

W każdej pracy znajdziesz malkontentów, leniuchów, czy ludzi, którzy nie wiedzą co i po co robią, to co robią. Jeśli możesz im pomóc, to zrób to, być może kiedyś się odwdzięczą. Ale jeśli czujesz, że cię hamują, to odsuń się od nich. Niech ich postawa nie zakłóca twojej pracy i nie wpływa na twoje efekty. A jeżeli będzie wymagała tego sytuacja, nie wahaj się, aby omówić temat pracy swoich współpracowników z przełożonym.

Co dalej?

22/10/2024

Jak oszczędzam pieniądze, moje 13 sposobów

W sieci znajdziecie wiele sposobów na oszczędzanie pieniędzy. Ja natomiast chciałbym się podzielić takimi, które sam stosuję i które mi się sprawdzają w praktyce.  

Moje pomysły i sposoby na oszczędzanie pieniędzy: 

1. Robiąc zakupu w Lidlu korzystam z kuponów i karty Lidl Plus. Przy cotygodniowych zakupach na kwoty ok 200-300 zł udaje mi się zaoszczędzić nawet do 50 zł. Wszystko zależy od tego, jakie są kupony i czego akurat mi brakuje. Najlepsze efekty z promocji udaje się uzyskać, jeśli zakupy planuje się pod promocje. Jeśli na przykład w promocji jest mięso mielone 50% rabatu na drugą paczkę, to na obiady planuję spaghetti, chilli con carne itp. 

  

2. Kupuję sezonowe warzywa i owoce. Unikam kupowania pomidorów w środku zimy czy truskawek na początku maja i tak dalej. W ten sposób oszczędzam nawet po kilka, kilkanaście złotych na kilogramie warzyw lub owoców. Zimą staram się jeść głównie kiszonki i inne warzywa ze słoików przywożonych z rodzinnego domu.  

  

3. Unikam kupowania ciastek, ciasteczek, chałek, rogalików, bajgli, pączków i temu podobnych wyrobów w piekarni i cukierni. Mam sprawdzony chleb pszenno-żytni, który długo jest świeży i ten najczęściej kupuję. W ten sposób oszczędzam w piekarni nawet kilkadziesiąt złotych w miesiącu, bo aktualna cena croissanta to 3,50 zł, pączka to 5 zł, a chałki 9 zł. Kilka takich słodkości to już spory wydatek, a zadawalam się świeżym chlebem z miodem lub dżemem. Oczywiście niekiedy skuszę się na wymienione wyroby, niemniej nie jest to częsty zakup.  

  

4. Unikam próbowania nowości spożywczych. Producenci co chwilę poszerzają zakres swojego asortymentu. Przykładowo w czasach mojego dzieciństwa Grześki były tylko w czekoladzie lub bez czekolady (dziel na 6). Aktualnie oferta Grześków to już batony, wafle-gofry, cukierki, kulki czekoladowe, lody i wszystko w różnych wariantach smakowych. Ja jednak pozostałem przy klasycznym czekoladowym wafelku. To samo stało się ze Snickersem, Kit Katem, Coca-Colą i innymi produktami. Co jakiś czas wchodzi nowy smak lub nowa postać produktu, aby skusić konsumenta powiewem świeżości i nowości. Ja jestem jednak na to obojętny, lubię te smaki, które już znam.  

  

5. Robiąc zakupy zawsze porównuję cenę za kilogram lub za litr. I zazwyczaj wybieram ten produkt, który oferuje niższą cenę. Sugerowanie się wielkością opakowania i ceną może być złudne, ponieważ gramatura u różnych producentów może być inna. Ponadto nie kieruję się markami, np. przy wyborze kukurydzy w puszce nie muszę mieć Bonduelle, mogę mieć kukurydzę od marki Lidla czy Biedronki. To samo z keczupem, musztardą, makaronem, szynką, serem żółtym, mlekiem i innymi produktami pierwszej potrzeby. Zwłaszcza, że skład dyskontowych marek często jest lepszy, bo na przykład prostszy lub ma mniej cukru. Dzięki temu oszczędzam do kilku złotych na jednym produkcie, co w skali miesiąca daje kilkadziesiąt złotych oszczędności.  

  

6. Dojadam resztki. Staram się nie wyrzucać jedzenia, przez co często dojadam po dzieciach, żonie lub ogólnie resztki zgromadzone na przestrzeni dni. Staram się to miksować, blendować, składać z tego kanapki lub inne przekąski i dania.  

  

7. Kupując na Allegro korzystam ze Smarta, dzięki czemu mam darmowe przesyłki. Smart też kosztuje, subskrypcja na rok to aktualnie 59,90 zł. Ale jedna przesyłka to koszt ok. 7-9 zł, więc Smart zwraca się już po 7 zakupie. A ja często zamawiam pieluchy lub inne środki z Allegro, więc to mi się opłaca.  

  

8. Do pracy staram się dojeżdżać rowerem. Z uwagi na odległość, a jest to 17 km, nie praktykuję tego codziennie. Niemniej, zdarza się, że trzy/cztery razy w tygodniu przyjadę na rowerze do pracy, dzięki czemu oszczędzam paliwo i zużycie samochodu.  

  

9. Rower serwisuję sobie sam. Czyszczenie, smarowanie łańcucha, zmiana dętki i opony, regulacja hamulców. Proste czynności można wykonać przy użyciu podstawowych narzędzi a wszystko jest wytłumaczone na youtubie i w sieci. Jeszcze niedawno korzystałem z serwisów rowerowych, ale satysfakcja z majsterkowania jest warta poświęconego czasu i zachodu na opanowanie serwisu we własnym zakresie. Tym samym oszczędzam na jednym serwisie co najmniej 150 zł.  

  

10. Nie zamawiam jedzenia w pracy na dowóz i nie korzystam z automatu z przekąskami. Zawsze robię sobie jakieś jedzenie, przynajmniej owsiankę i kanapki. Jeżeli nie mam z czego zrobić posiłku do pracy, to kupuję po drodze chociażby bułkę słodką, jogurt/kefir, banana, jakąś przekąskę, zazwyczaj nie wydając więcej niż 10 zł. Nawet jeśli się nie najem tym do syta, to jakoś wytrzymuję na lekkim głodzie do powrotu do domu.  

  

11. Nie zabieram brudnych pojemników po jedzeniu z pracy do domu, myję je w pracy. A wodę z bidonu nalewaną w pracy, jeśli mi zostanie po jeździe na rowerze, wlewam roślinom. Niepotrzebną wodę w domu również staram się wlewać kwiatkom, na przykład, gdy po wymianie filtra w dzbanku trzeba go dwukrotnie przelać wodą. Z tej wody wychodzą prawie dwie konewki, akurat tyle, ile potrzebuję na podlanie wszystkich roślin w domu.  

  

12. Gdy jem na mieście w restauracji, barze, to nie zamawiam słodkich napojów. Te są bardzo drogie i małej pojemności. Butelka coca-coli, to koszt co najmniej 6, a nawet i 9 złotych a starcza na kilka łyków. Wolę zamówić wodę, nawet karafkę.  

  

13. Książki kupuję przeważnie w formie ebooka i czytam na Kindlu. Kupują zawsze tam, gdzie jest najtaniej według wyszukiwarki upolujebooka.pl lub na lubimyczytac.pl. Zakup ebooka w stosunku do książki tradycyjnej pozwala zaoszczędzić nawet kilkanaście złotych na książce. A tak na marginesie, zwróćcie uwagę, że książka na półce w Empiku jest o wiele droższa niż ta sama książka w ich internetowej księgarni, nawet jeśli jest z odbiorem w tymże salonie na drugi dzień. Więc nie opłaca się kupować stacjonarnie, a przynajmniej nie w Empiku. Zakup w internecie pozwoli zaoszczędzić nawet kilka, kilkanaście złotych na jednej pozycji. Na innych blogach znajdziecie często poradę, aby książki wypożyczać z biblioteki. To oczywiście najlepsze rozwiązanie, gdyż darmowe, niemniej nie tak proste i komfortowe jak zakup ebooka. Trzeba też pilnować terminu zwrotu, a mi czasami schodzi długo na lekturze.  

  

W kolejnych wpisach będzie więcej porad, te powyższe w pierwszej kolejności przyszły mi do głowy.

Co dalej?

 

 

Najbardziej zbędne i nieprzemyślane wydatki – lista wstydu

Od dawna staram się racjonalnie gospodarować swoimi finansami i nie kupować głupot, ani nie wydawać pieniędzy pochopnie. Jednakże od czasu do czasu zdarzają mi się wpadki, impulsywne zakupy lub nieprzemyślane decyzje.

Oto kilka z nich:

- deskorolka typu longboard. Kupiłem, bo miałem zajawkę, że będę jeździł nią po ulicach i bujał się po mieście. Jednakże szybko okazało się, że zajawki nie złapałem, a bolesna wywrotka skutecznie zniechęciła mnie do jazdy. Deskorolka przelażała jakieś 4 lata w piwnicy, aż w końcu sprzedałem ją na OLX. Mogłem pożyczyć taką deskę, żeby sprawdzić, czy faktycznie mi się spodoba, 

- kurs wiedzy o architekturze kupiony od Architecture is a good idea. Od zawsze interesowałem się architekturą, lubiłem oglądać ww. kanał na YouTube, więc zakup tego kursu był całkiem przemyślany. Niestety po jego zakupie, nie włączyłem kursu ani razu… Po prostu jakoś mi się odechciało, 

- oficjalna koszulka reprezentacji na Euro 2012. Kupiłem ją za duże pieniądze będąc jeszcze studentem. Bardzo wówczas przeżywałem losy naszej reprezentacji, koszulkę kupiłem przed ostatnim meczem w fazie grupowej z Czechami, kiedy mieliśmy jeszcze matematyczne szanse na wyjście z grupy. Z grupy nie wyszliśmy, a ja koszulkę założyłem może kilka razy przy okazji innych wydarzeń sportowych. Do czasu aż zapomniałem o konieczności prania ręcznego i wrzuciłem ją do pralki, przez co się zniszczyła. Drugi raz na pewno sobie takiej nie kupię,

- na ten momenty to by było wszystko. Z pewnością dojdą do tej listy nowe rzeczy, więc będę ją na bieżąco uzupełniał...

 

Co dalej?

 

100 dni wyrzucania zbędnych rzeczy

Jestem w trakcie wyzwania (nie wiem, czy to trafne określenie, może lepszym byłoby „postanowienie”), które polega na tym, że przez 100 dni z rzędu wyrzucam zbędne, niepotrzebne rzeczy. Minął właśnie drugi tydzień, więc mogę już spisać jakieś przemyślenia. To moje drugie podejście do tego wyzwania, poprzednie zaniechałem po kilkunastu dniach. Po prostu jakoś zacząłem zapominać o wyrzucaniu lub robiłem większe porządki i wyrzucając kilka rzeczy na raz kredytowałem w ten sposób kolejne dni, po czym zapominałem ile dni skredytowałem. Zabrakło konsekwencji i determinacji. Aktualnie, jeśli wyrzucam kilka rzeczy jednego dnia, bo na przykład czyszczę jedną szufladę, to liczę to jako jeden dzień. 

Pierwsze podejście do tego wyzwania ograniczyłem wyłącznie do swoich rzeczy, ale teraz sięgam również po rzeczy wspólne. Jest tego całkiem sporo, chociaż niektórym rzeczom już odpuściłem nie wiedząc, jak zareaguje żona…  

Z ostatnich rzeczy jakie wyrzuciłem, to: 

- stary nóż z ząbkami, z brązową plastikową rączką, kojarzycie ten zestaw? Do niczego mi nie pasował a tylko zajmował miejsce w szufladzie ze sztućcami. Nawet nie pamiętam, kiedy go ostatnio użyłem, 

- dwa zestawy worków do robienia kostek lodu z wody. Lód z tych worków był kiepski, trzeba było drzeć folię, ta często zostawała na lodzie i dostawała się do napoju… zresztą mam trzy foremki plastikowe na lód, więc to mi w zupełności starczy, 

- zbiór przepisów prawa administracyjnego według stanu prawnego na 2018 r. Aktualnie z przepisów korzystam wyłącznie w wersji cyfrowej, bo te szybko się zmieniają. Tak więc trzymanie kodeksu 6-cio letniego, do którego i tak nie zaglądam, nie ma żadnego sensu, 

- stare rękawice kuchenne, które znalazłem na dnie szuflady. Po kupnie nowej pary, stara poszła „na zapas” do szuflady i nie była używana kilka lat. Tak więc trafiła na śmietnik, 

- stary futerał na okulary razem z okularami korekcyjnymi, których już nie noszę od wielu lat, bo mam nowe.  

 

W wyrzucaniu rzeczy jest coś oczyszczającego. Jakby odcinanie sznurków, które wiążą mnie z rzeczami będącymi ciężarkami. Każda wyrzucona rzecz to zrzucony ciężarek. Dzięki temu odzyskuję przestrzeń i zmniejszam balast ciążących rzeczy. Szuflady i szafki robią się bardziej przejrzyste, potrzebne rzeczy łatwiej i szybciej można znaleźć. Przede mną jeszcze około 80 dni, więc to całkiem sporo rzeczy do wyrzucenia. Ciekawe, czy żona zauważy ich brak, bo jak na razie, wyzwanie realizuję bez jej świadomości.

 

Przy okazji wyzbywania się rzeczy, niektóre staram się sprzedać. Na przykład niedawno sprzedałem wagę jubilerską, którą kiedyś kupiłem do kuchni. Miała udźwig jedynie do 600 g, więc szybko zastąpiliśmy ją większą. Szkoda było wyrzucić praktyczny i działający sprzęt, tak więc sprzedałem go na OLX za 15 zł. W kolejce jest projektor, który leży gdzieś w odmętach pawlacza. Muszę się do niego dokopać i mam nadzieję, że znajdzie swojego nabywcę. Kiedyś, gdy w wynajmowanym mieszkaniu nie mieliśmy telewizora, oglądaliśmy filmy i seriale na projektorze. Aktualnie mamy duży telewizor a na ścianach wiszą obrazy i plakaty, więc nawet nie ma gdzie wyświetlać obrazu. Tak więc czas najwyższy go sprzedać, zanim rozpadnie się ze starości. 


Co dalej?